Wszystko zaczęło się od tego, że znałem Maćka. Był moim sąsiadem w czasach kiedy jeszcze byłem chudy, młody, wysportowany i chudy ;D Kilka lat temu Maciej zadzwonił do mnie, że znalazł tą Jedyną ( KamilaKamaKamcia). Wiadomo jak to się potoczyło. ‚Tak tak’. Meeeega biba. No i teraz, kilka lat później, ganiają za małym przystojniakiem. Ta „Jedyna” ów panienka miała Siostrę… taką samą Krejzolkę (nawet z zawodu!).
Ola, bo tak ma na imię owa niewiasta w swoich namiętnych ustach posiada wbudowanego na stałe banana. Do tego ten Jej banan działa jak choroba zakaźna, na którą nie ma lekarstwa i jest bardzo zaraźliwy. Dziewczyna posiada do tego płomienną duszyczkę i jest dzikim wulkanem energii. Z pewnych źródeł wiem, że nie było nikogo kto potrafił poskromić ognistą Aleksandrę aż do momenty kiedy spotkała śląskiego Dżolero o imieniu Mateusz. Ponoć jak się ujrzeli zawrzało w pobliskich śląskich kopalniach i dało się wyczuć lekkie tąpnięcia. Przyszła pora kiedy to zdecydowali się na przypieczętowanie tego nielegalnego dzikiego związku przed samym Biskupem. Wszystko skrzętnie zaplanowali. Gości z całego świata zaprosili. Stresów troszkę na chwilę przed mieli…
Przyszedł w końcu ten dzień. W wyglądaniu lepiej od Afrodyty Olci pomogła niezawodna Alicja. Magicznie machała tymi swoimi pędzelkami i efekt był oszałamiający! Kilka kilometrów dalej zbierał się najprzystojniejszy z Doktorków. Obrączki z Gwiezdnych wojen zabrane. Bossową resztę też. Wyglądał niczym śląski Dżejms Bond! Wsiadł w swojego białego niemieckiego Passeratti i pofrunął do swojej Lowe.
Olcia w tym czasie kończyła szlify swojego looku tego dnia. W połączniu z suknią, biżuterią i najcudniejszym uśmieszkiem ever wyglądała cudnie. Kiedy już się zobaczyli na niebie zagrzamiało. Do tego stopnia, że zaczął padać grad! Jak się później okazało wszystko zaplanowała Panna Młoda, bo śnił Jej się kilka dni wcześniej padający podczas ślubu śnieg :D
Uroczystość przeplatająca łzy wzruszenia u rodzinki z uśmieszkami już nowego Małżeństwa. Kilka chwil i byliśmy na sali. Tam czekali imprezowi czarodzieje z imprez.org ( mega się poleca! Wariatków!). Rozpalili parkiet tak mocno, że ponoć schładzał się do 5 następnego poranka! Były brejkdensy, pociągi, toasty i skręcone kostki. Działo się okrutnie pozytywnie dużo!
Tak z perspektywy fotografa powiem, że to właśnie o takich się ‚marzy’. Kiedy ani przez sekundę nie czułem się jak w pracy… Ola & Mati dzięki! Zapraszam! ;)

Komantarze
Twój Komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

CLOSE MENU