Tym razem poniosło mnie na małą zieloną wysepkę. Przyznam szczerze, że z jakiegoś teraz niewiadomego dla mnie powodu wzbraniałem się od Wysp około brytysjkich od dość długiego czasu i wiem jedno… był to wielki błąd. Strasznie je polubiłem. W zasadzie najbardziej to chyba to, że zawsze mnie tam obdarowują czekoladą. Dużo dobrej czekolady. Bardzo dużo w zasadzie… :D
Wylądowałem tam z prostej przyczyny. Gosia i Grzesio pragnęli mnie… ;D W zasadzie to mojego oka i aparatów. Ślub mają co prawda za lekko ponad miesiąc, ale marzyła im się sesja na zielonych pagórkach wysepki, na której już mieszkają ku uciesze Grzesia ( musiałem Misiek! :D ) od dobrych 48 miesięcy, 12 dni, 3 godzin, 6 minut i 24 sekund. 26 sekund. Chwilę przed odlotem miałem zrobić małą obczajkę miejsc, żeby łatwo prosto się jechało jednak prawda jest taka… że jest tam co krok mega fotogenicznie. Rewelacyjnie wszystko poukładane, a do tego niesamowite miejsca typu droga Dark Hedges czy wybrzeże np Giants Causeway. Miejsca cudne. Dodatkowo dwójka wesołych Krejzoli. Co chwilę mega śmieszki i banany nieschodzące z buzi. Wszystko przeplatane opowieściami miłości Grzesia do zielonej wyspy :D Pogoda szalona, która zmieniała się co 5 minut. Potrójna tęcza pojawiająca się co 15 minut to rzecz absolutnie normalna ;) Koniec końców wiem, że tam wrócę bo jest genialnie! Koniczynki moje już niedługo się widzimy! ;> Póki co… zapraszam!

Komantarze
Twój Komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

CLOSE MENU