…czyli Kornelia i Marcin. Na co dzień polują na renifery w dalekiej finlandii przy okazji się doktoryzując ;) Ten wielki dzień zaplanowali razem z ich najukochańszymi Mamuśkami, które dzielnie wszystko zdalnie organizowały począwszy od przegenialnych kwiatów pod przesłodkie bufety. Wszystko rozpoczęło się w Wieliczce w studiu fryzur, mojej zeszło listopadowej Panny Młodej Kamili, gdzie pozytywnie zakręcony Cioteczki z dalekiego Szczecina rozlewały szamapna na lewo i prawo… szaleństwo ;) Na szczęście dla Kojki udało się Jej stamtąd na chwilę wyrwać bo nie wiadomo jak by ten szampan mógł wpłynąć na resztę dnia ;) Popędziliśmy na makijaż, podczas którego udzielał się tylko spokój do momentu kiedy wpadły Sisterki naszej Panny Młodej. ‘Młodej’ czyli młodej siostrze Panny Młodej z nerwów zaczęła lać się strumieniami krew z nosa. Szybko jednak problem został zatamowany i ślubne szaleństwo przygotowań mogło trwać dalej. Następnie popędziłem do Marcina, a tam cisza i spokój. Zero nerwów i stresu.. przynajmniej na pierwszy rzut oka. W spokoju oczekiwał na przyjazd swojej cudnej Kojki. Jak już się doczekał to nie mógł oderwać od Niej wzroku, a i nie ma co się dziwić! W końcu wyglądała przecudnie w sukni ‘dopieszczonej’ przez swoją Mamcię, tą samą, która zrobiła Jej na tą specjalną okazję genialne kolczyki. Błogosławieństwo przyniosło ze sobą czternaście ton wzruszających i zabawnych emocji. Jak już wszyscy lekko ochłonęli to popędziliśmy do pięknego krakowskiego kościoła św. Piotra i Pawła, gdzie mszę odprawiał znajomy ksiądz przez co miała ona lekko inny wymiar. Po ceremonii udaliśmy się do Folwarku Zalesie. Miejsce było pięknie udekorowane florystycznymi elementami oraz przepysznymi słodkościami. Parkiet rozgrzewał absolutnie genialnie zespół Grand Band, który wszystkim parom młodym zdecydowanie polecam. Genialne wokale w połączeniu z przesmacznym graniem wśród gości na skrzypcach dopełnione pokazami tanecznymi boskiej Katrin, świetnie bawiły gości. Do tego było kogo bawić… bo wszyscy mocno chętnie szaleli na parkiecie, a w szczególności kochane “Ciotki Klotki” ( :D ), które co raz to robiły lepsze numery począwszy od zrobienia małego striptizu zdecydowanie zawstydzonemu Szefunciowi zespołu Mariuszowi po dziki taniec na stołach, o którym słyszę już tylko legendy :D Działo się zdecydowanie za dużo, żebym mógł to opisać słowami. Bardzo serdecznie wszystkim zapraszam bo jestem pewien, że oglądanie takiej parki to sama przyjemność… Kojko & Kocie wszystkiego NAJ!

Teraz jak zawsze przy okazji ślubu zapraszam na duuuużo dłuższa prezentację przy miodnych dźwięków…

Komantarze
Twój Komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

CLOSE MENU