Przyznam szczerze, że lecąc na Majorkę na sesję Paulinki i Miłosza – zakochanych Londyńczyków – nie do końca wiedziałem czego się spodziewać. Widziałem stamtąd dosłownie jedną sesję i bałem się o tłumy jakie tam widziałem na większości zdjęć. Jednak szybko się okazało, że nasze wyobrażenie o tej wyspie jest absolutnie złe. Wyspa była miejscami absolutnie pusta, dosłownie mówiąc. Puste budynki hoteli, puste ulice, puste plaże. Po sezonie poza stolicą pozostaje garstka mieszkańców. Oczywiście to był dla nas wielki plus bo mogliśmy spokojnie we wszystkich planowanych miejscach robić zdjęcia i nikt nam nie przeszkadzał. Przekładało się to także na sytuacje drogową… przemieszczanie z miejsca na miejsce było ekspresowe ;) Wyspa co prawda jest bardzo mała ale i tak przejechaliśmy po niej ponad 700 km, co jak usłyszał właściciel naszego mieszkania złapał się za głowę :D gdzie? jak? po co? :D
Jednak na największe słowa uznania zasługują tutaj Zakochańce ;D Byli nie do zdarcie… wstajemy o świcie i jedziemy godzinę w niewiadome miejsce? Oczywiście! Robimy zdjęcia dosłownie cały dzień… całe dwa dni… całe!? Oczywiście! Widać, że im zależało i genialnie to myślę, wykorzystaliśmy przez te dwa dni. Mieliśmy najbardziej niesamowity wschód słońca jaki w życiu widziałem, szalone serpentyny przy przepaści, abstrakcyjny kolor wody i genialne miasteczko Valdemossa ( no…. może poza spiętymi policjantami było takie genialne… ;) ).
Koniec końców genialne. Co prawda bolały nas brzuchy.. ale ze śmiechu. Mieliśmy notorycznie popsuty bagażnik. Ganiali nasz szaleni oliwkowi farmerzy. Zjedliśmy najgorszą pizze na wyspie. Mimo to wszystko… daliśmy radę. Wspomnienia genialnie… zapraszam na kilka obrazków z tych wspomnień ;)

Komantarze
Twój Komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

CLOSE MENU