W moim odczuciu w tej historii nie chodziło o miejsce… aczkolwiek miejsce ceremonii było bardzo ważne i absolutnie nieprzypadkowe. Tutaj nie chodziło o to jak wyglądali… aczkolwiek wyglądali cudnie – szczególe Ona w tej obłędnej kiecce. Tutaj nie chodziło o wystrój sali czy inne dodatki… aczkolwiek wszystko było dopięte idealnie.

Tutaj chodziło o dwójkę na prawdę wyjątkowych osób. Wiem, że pisze się tak często ale tym razem to słowa znaczą na prawdę wiele. Kasia i Kacper to dwie osóbki, które zarażają dobrem. Tak dosłownie. Każdy z nimi kontakt kończy się bananem na ustach i generalnie nie wie się dokładnie dlaczego. Nie ma tu nic na pokaz. Nie ma tu gwiazdorzenia. Są tu czyste genialnie emocje, o które w życiu chodzi. Ślub to nie tylko biba, na której fajnie wyglądać ale to TEN wielki dzień znaczący i zmieniający tak wiele! Objawia się to niekończącym się uśmiechem oraz niekontrolowanymi wybuchami przesłodkiego płaczu. Powiem szczerze, że patrzyło się na to zboku na prawdę cudnie.

Od początku dnia wszystko odbywało się w swoim lekkim tempie. Czuć było, że coś się odbędzie wielkie ale nie ma w tym nerwów. Tak strasznie rzadko to uczucie można doświadczyć. Kilka chwil na wskoczenie w ciuchy.. kilka na wzruszające błogosławieństwo.. kilka na dotarcie do Kalwarii Pacławskiej gdzie to wszystko się rozpoczęło.

Wchodzili przy dźwiękach scholi, która stworzyła klimat tak podniosły że dosłownie wszyscy dostali ciarek. Coś pięknego. Każde wypowiedziane słowo.. każdy gest.. każda wymiana spojrzeń były tak okrutnie ważne i znaczące. Na koniec podziękowanie dla rodziców przez które polało się wieeele łez. Cudne chwile.

Na koniec to już szał na parkiecie… łapanie gwiazd… i ulotne błądzenie endorfin po sali. Cudny dzień. Aha… nie mogę nie wspomnieć o pierwszym tań… pierwszym śpiewaniu. Zamiast RAZDWATRZY zaśpiewali się

K & K… ściskam!

Komantarze
Twój Komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

CLOSE MENU