Z wielkim uśmiechem piszę o tym ślubie. Generalnie to śluby już tak mają, że główni Ich bohaterowie się denerwują. Najczęściej tak troszkę… czasami tak bardziej. Gwiazdą tej opowieści jest przekochananigdyniedenerwującabosiępocoEwcia i Jej najukochańszywświecieznoszącyzestockimspokojnejniedenerwowaniesiękochanejEwci Mateusz. Parka wyjątkowa dla mnie od pierwszego kontaktu.

Rozpoczęło się od zimowej sesji narzeczeńskiej w urokliwej Lanckoronie. Było biało i klimatycznie a największa frajda dla tych Krejzoli to zrzucanie na siebie setek ton śniegu co powodowało dzikie ekstazy. W skrócie mimo okrutnej temperatury i dość hardkorowych warunków było upalnie!

Następnie było spotkanie przed ślubem i kilkaaaaaa telefonów podczas, których dało się wyczuć, że Ewcia się ślubem kompletnie NIEdenerwuje :D Kompletnie nie myślała o tym, że Ich oldskólowa rakieta nie dojedzie do ślubu, że nad Olkuszem może jednak tego dnia przejdzie tajfun czy np że będzie korek z Krakowa do Olkusza i Ja nie dojadę. Nic a nic się tym nie denerwowała :D

Kiedy już do tego upragnionego dnia doszło była zszokowana… pogoda piękna… wszyscy goście dojechali i nawet Pączysławowi ( czytaj Mi ;D ) też się udało! Szaleństwo jakieś! To już teraz kompletnie nie ma czym się NIEdenerwować! Szczęściem największym Ewci było jednak to, że to Jej nie NIEdenerwowanie się było najsłodsze w świecie. Mateusz dobrze o tym wiedział ;)

Ona przygotowywała się na bóstwo w swoim rodzinnym domu przy pomocy kochanej rodzinki a Mati zbierał się u najukochanszej ‘Cioci’, której mieszkanie to jedno wielkie dzieło sztuki a tego Ona to typ osoby od której bije to wielkie i przyciągające ciepło!

Pierwszy raz się zobaczyli w kościele przy ołtarzu i powiem, szczerze że za każdym razem kiedy widzę te chwilę to tak w nie się wtapiam, że prawie zapominam o zdjęciach. Absolutna magia!

Po wesołej ceremonii gdzie triumfalnie wymienili się pierścieniami mocy popędzili do katowic. Do miejsca z wielką duszą czyli do Szybu Bończyk gdzie odbyła się dalsza część tej Krejzi Nocy. Za szaleństwo odpowiedzialna była ekipa z imprez org na czele z Warjatem Mirasem oraz kobietką w której głosie się zakochałem Olą! Były momenty, że poważnie kompletnie nie wiedziałem gdzie mam na parkiecie być bo szaleństwo było okrutne. Smaczkiem wieczoru był krótki smyczkowy koncert, który dogłębnie poruszył kochane Mamcie Pary Młodej wydobywając z oczek ‘kilka wzruszających łez’.

Podsumowując wyjątkowy dzień z wyjątkowymi ludźmi.. Zapraszam!

Komantarze

Brak mi słów na takie SŁOWA! Pięknie dziękuję Pani Lucyno… to miód na Pączkowe serducho ;)

Tyle niezwykłych wzruszeń w ostatnich dniach… Myślałam, że już za nami. A tu taki Pączek z niespodzianką… Coś cudownego… Poruszającego wszystkie zmysły…Te zdjęcia, obrazy sprawiają drżenie serca… Dziękuję… To chyba za mało…

Twój Komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

CLOSE MENU