Tak to już jest, że kiedy słyszę skąd moja Para Młoda pochodzi to często już wiem czego się mogę spodziewać. Olga i Kamil mieszkają od wielu wielu lat w Nowym Jorku i pewien byłem jednego… będzie pełen luz i radość z tego dnia. To jest rzecz, którą uwielbiam w takich ślubach… totalny brak spiny i wszyscy dokładnie wiedzą po co są w danym miejscu… by cieszyć się szczęściem Młodych! Cała historia wydarzyła się w mocno pagórkowatych terenach Lipnicy Murowanej, gdzie to Olga się przygotowywała w domu swojej kochanej Babci. Tak jak wcześniej wszyscy generalnie się dniem mega cieszyli i o żadnym stresie nie było mowy. Kiedy Olga wróciła, ze studia fryzjerskiego i czekała na makijaż popędziłem do Kamila, który zbierał się kilka kilometrów dalej. Pomagał mu w tym Jego kochany świadek. Samo ubieranie to mocno wesoły proces… zreszta każdy proces z tymi dwoma pozytywnymi Wariatkami musi być pozytywny :D Kiedy już Kamil założył swój prawdziwy włoski garnitur popędził odwiedzić kuzynów w pokoju obok, którzy zaczynali poranny proces zmartwychwstania po nocy poprzedniej, a następnie razem ze świadkiem ( tak dosłownie razem :D ) popędziliśmy na kilka wesołych portretowych klatek w pobliskich ogrodach. Chwilę później wróciłem już do Olgi, tam wesoła ekipka kapeli góralskiego przebierała się w swoje bojowe barwy i po chwili już wesoło brzdękali swoje skoczne przyśpiewki. Trzeba powiedzieć, że robili to genialnie i praktycznie każdy kto słyszał te sksypkowato-kontrabasowate dźwięki czuł bezwarunkowe podskakiwanie pośladeczków! Olga należy do tych panien Młodych, które po włożeniu sukni powodują szczęko opad… wyglądała zjawiskowo! Kamil przekonał się o tym zaraz po tym jak podjechał do Niej swoją gangsterską czarną Warszawą i tak jak przewidywano… szczęka mu opadła! Ceremonię wypełniały słodkie gesty geściki… najpierw genialnie puszczone oczko Mamuśki Panny Młodej w kierunku Młodych w trakcie czytania Ewangelii… dzięsiątki czekoladowych spojrzeń pomiędzy naszymi zakochańcami… słodkie bandziorskie psoty malutkiego kuzyna Olgi pilnującego obrączek… czy przemydlane puszczanie baniek przy wyjściu z kościoła… Zapadnie na długo tak godzina w pamięci ;) Kilka kilometrów od pięknego kościoła, w którym Parka powiedziała sobie wieczne ‘I do!’ odbyła się impreza. Ostatnimi czasy wszystkie moje biby ślubne, które miały miejsce w góralskich chatach były mega krejzolskimi zabawami więc tutaj spodziewałem się tego samego. Jeeeednak… najbliższe przyjaciółki, które przyleciały zza oceanu postarały się o to, żeby krejzolstwa było jednak zdecydowanie więcej. No i było! Wszyscy bawili się genialnie, a wisienkami na torcie były przewybuchowe fajerwerki oraz przepysznie smakujący i wyglądający tort oraz latający ‘Pan Niebieski’ ;) Na koniec kilka gwiezdnych klatek i powrót na szaloną imprezę… Olga & Kamilu wszystkiego NAJ! Klasycznie już zapraszam na kilka ulubionych klatek oraz na samym dole prezentację!

Fotograf: Słodko Gorzko
Kościół: Kościół św. Andrzej w Lipnicy
Restauracja: Gospoda pod Kamieniem

Mazurscy Gorole z Nowego Jorku w Warszawie - Słodko Gorzko - Fotografia Kraków

Prezentacja… w niej nieśmierelne dźwięki Johna Lennona, Coldplay oraz Mark Ballas!


Komantarze

hej Dawid, Smołkami ? skąd takie wnioski ? ;)

Oooo Smołkami zajechało na przygotowaniach :)

Twój Komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

CLOSE MENU