Irlandia w Krakowie się podziała tego dnia. A Irlandia to kraina wyjątkowa. Bardzo nawet. Wszystko to za sprawą Dorotki i Grega, którzy wybrali Kraków ma miejsce ślubu. Bo to takie miasto pomiędzy Rabką a Belfastem… a takiego właśnie szukali. Generalnie to miał to być dzień, który przyniesie więcej radości niż stresu i zdecydowanie właśnie tak zostanie zapamiętany. Nie mogło tego popsuć nic… nawet wstrętna pogoda!

Wszystko rozpoczęło się u wylajtowanego Grega, któremu pomagali Bracia. Wspierali go Jim Beamem oraz sporymi dawkami braterskich śmieszków. W międzyczasie były pobrzękiwania na ukochanej gitarze oraz wybieranie MoTown bitów żeby się wczuć w późniejsze klimaty weselne ;)

Chwilę później byłem już u Dorotki, która robiła się na bóstwo w towarzystwie kochanej Mamci i jak się później okazało Królowej przemówień Świadkowej! Co łez przez Nią poleciało to szaleństwo! Wzrusz milijon :) Kiedy już przecudna kieca od Anny Kary z gracją wpadła na Doro, sielski wianek wbił starannie na fryzurkę przyszła pora na ślubny konny dyliżans, którym popędziła to na miejsce ceremonii z najbliższymi.

Szalony galop później i była już z Tatuśkiem, który Ją poprowadził białym dywanem prosto w ręce łzy z oczków popuszczającego Grega. Ten iskry w oczach miał przeogromne jak tylko Ją zobaczył… sweet moment!

Sama ceremonia to gro uśmieszków, wzruszeń i radość z wymienionych obrączek przypieczętowana słodkimi życzeniami o smaku prosseco. Fajne to chwili.

Następnie biba przeniosła się do Zajezdni umiejscowionej w sercu krakowskiego Kazimierza z małymi przerwami na guinnessa w pubie tuż obok. Ucieczki do pubu były mocno wesołe a w połączeniu z deszczem i niespodziewanym spotykaniem w nim gości mocno wesołe ;) Dobry to był bardzo wieczór. Z mojej perspektywy to zdecydowanie jedno z najfajniejszych wesel na jakich miałem przyjemność uczestniczyć.

Po pierwsze to za sprawą przegenialnych ludzi jakimi są Doro & Greg. Lowe Ich bardzo i to po kilku spędzonych godzinach. Cudne to! Się sesji doczekać nie mogę się!
Po drugie za sprawą świetnej organizacji Edytki z CherryMarry, którą wspomagała mistrzyni kaligrafii Sylwii. Genialnie wszystko było ogarnięte… Młodzi mogli się tylko i wyłącznie cieszyć tym dniem bez myślenia co i kiedy!

Zapraszam serdecznie na reportaż :)

Komantarze
Twój Komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

CLOSE MENU