Tym razem będzie o wyjątkowych osobach w wyjątkowym miejscu. Domi zwana Don Dżonson oraz Jej Bart zwanym Rainbow w Rzymie zwanym Rzymem. Któregoś pięknego szaregu nudnego zimowego dnia w Polsce stwierdzili, że ‘ej. zróbmy prawilnie ten nasz ślub. zróbmy go… w rzymie.” Kilka chwil później załatwili wszystkie formalności w tym mnie. Na wieść o sesji w tym mieście nie spałem nie jadłem nie piłem. Boże co ja się cieszyłem to słów brak. Nie widzieliśmy się jeszcze więc ciekawość przeogromna.

Przyszedł ten dzień, że mieliśmy się spotkać na lotnisku. Chodziłem. Szukałem. W końcu dojrzałem 2 parki namiętnie przyspawane do Krupnika o smaku słonego karmela i sobie pomyślałem… Boże nie proszę Cię o wielę ale niech te Złojuchu będę ‘moimi’ Złojuchami! …posłuchał! Szast prast i mówili do mnie Wujku Pączku. Czuliśmy się jakbyśmy się znali od wieków. Lowe!

Sama sesja to orgia uśmiechów i śmieszków. W połączeniu ze światłem tego miasta i jego klimatem te dwa dni były boskie. Plan był na uciekanie od największych klasyków miasta ALE JAK JUŻ JESTEŚMY OBOK TO… aczkolwiek prawda taka, że te najbardziej popularne miejsca w odpowiednich porach są niesamowicie urokliwe. Wielkie tak kilka chwil temu powiedzieli już sobie bez mojej obecności fizycznej – ale byłem tam myślami ;)

Donie Dżonsonie wraz z Panem Rainbowem… na ten czerwiec to ja czekam przeniecierpiliwie. Jesteście naj! Łapcie kilka klatek z tych dwóch dni…

Komantarze
Twój Komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

CLOSE MENU