Kiedy rok temu pewna ‘Magda’ się do mnie odezwała z pytaniem czy mógłbym być Jej fotografem na ślubie, który odbędzie się za rok w Nowym Jorku pomyślałem, że to jakieś niewinne żarciki. Szybko jednak okazało się, że to wszytko było prawdą i po niedługim czasie miałem okazję poznać genialnych ludzi. Rozmawialiśmy na facebook’u i nie wiedzieć czemu ale zdrobnieniem imienia Małgorzata było dla mnie imię Magda :D Tak sobie słodko pisaliśmy, jak gdyby nigdy nic przez kilka miesięcy i na miesiąc przed ślubem zostałem uświadomiony o tym fakcie, po czym przez kolejne 30 dni chodziłem czerwony jak cegła :D Przez tą niewinną sytuację dane mi też było poznać Gosię, która pokazała że ma genialne poczucie humoru. Przez cały czas mojego ‘Magdowania’ miała mega ubaw ;D Jej wybrankiem jest Paweł. Na pierwszy rzut oka twardy jak Steven Seagal, ale jak już się go lepiej pozna jest kochany jak Miś Koralgol :D Absolutnie przekochana z nich para. Na co dzień mieszkają na Brooklynie i też tam się poznali. Ten wielki dzień planowali od bardzo dawna i widać było, że strasznie mocno im zależy, żeby było wszystko tak jak sobie wymarzyli… koniec końców powiem tylko, że było nawet lepiej!
Wszystko rozpoczęło się od modelowania włosów w studiu fryzur Roberta Grodzkiego. Co by Panna Młoda nie czuła się mocno osamotniona, na ratunek przybyła mocno wesoła ekipka w postaci kochanej Mamuśki Gosi oraz kochanej Sisterki Asi oraz procentowego szampana, który dobry humor tego poranka gwarantował. W międzyczasie postanowił nas odwiedzić Paweł, ratujący ‘welonową’ sytuację :D Następnie udaliśmy się już do mieszkania Gosi i Pawła, gdzie się robili na bóstwo. Najpierw Pannę Młodą malowała makijażystka, a w międzyczasie zbierał się cały orszak Państwa Młodych. Wszyscy wyglądali rewelacyjnie. Wielki luz i dobre humory nie odpuszczały nikogo ani na chwilę. Wszyscy wiedzieli, że ten dzień to tylko i wyłącznie jeden wielki Happy day, co było widać na twarzach wszystkich dookoła. Do kościoła popędziliśmy wielką mocno amerykańską limuzyną, w której słychać było tylko klasyczne polskie ślubne kawałki co sprawiało, że chwilami czułem się jak w Polsce ;) Ceremonia przebiegła mocno spokojnie i bezstresowo. Przysięgi wypowiedziane do siebie, nie do księdza… odpowiednie obrączki wkładane na odpowiednie palce… ;) Najgenialniejszą dla mnie wtedy chwilą było wyjście Pary Młodej z kościoła i oglądanie ich z przeeeeeogromnymi zarażającymi bananami na buźkach. Wyglądało to absolutnie genialnie. Cudowną rzeczą jest możliwość oglądania takiej czystej prawdziwej radości. Zaraz po ceremonii popędziliśmy do restauracji, w której odbyć miała się weselna impreza. Russo’s On The Bay bo tak się nazywała, to jedno z bardziej wyjątkowych miejsce, w których miałem okazję fotografować. Pięknie położona z piękną salą. Każdy detal włącznie ze światłami i wysuwanymi schodami dla Gwiazd Wieczoru jest przemyślany. W połączeniu z genialnymi florystycznymi akcentami pierwsze wrażenie było jednym wielki wow!. Mimo, że byliśmy w Nowym Jorku… to na parkiecie była najlepsza z możliwych Polska czyli czyste szaleństwo! Wszyscy bawili się genialnie przy bitach puszczanych przez DJ’a. Były momenty pod koniec wesela kiedy poważnie nie wiedziałem, w którą cześć parkietu powinienem iść bo wszędzie tyle się działo. Muszę przyznać, że byłem pod wielkim wrażeniem. Całość skończyła się mocno klasycznie oczepinami, na których poza bukietem i podwiązką Panny Młodej latały także męskie spodnie i wzroki kobiet :D Wieczór absolutnie genialny.
Następnego dnia byliśmy umówieni na sesję. Co prawda nie mieliśmy czasu na wszystko co zaplanowaliśmy i udało się tylko poganiać w okolicach przegenialnego Mostu Brooklyńskiego ale mimo wszystko i tak wszyscy mieli genialne humory i jeszcze lepsze wspomnienia bo każda sekunda tego wieczoru była przewesoła.
Podsumowując ten mój pierwszy ślub za oceanem, którego tak mocno się bałem… muszę powiedzieć, że marzy mi się aby każda moja para miała takie podejście do ‘tego’ dnia jak Gosia i Paweł. Bo za każdym razem kiedy na siebie patrzyli widać było, że ich Love jest wielka i przesłodka! Dokładnie taka jaka być powinna…
Gosiu & Pawle… dzięki wielkie za to, że pozwoliliście mi i Moni być z Wami tego dnia! Mam nadzieję, że te obrazki poniżej będą Wam dawały tak samo dobre wspomnienia z tego dnia jak nam ;) Wszzyyyyyyystkiego NAJ!

Fotograf: Słodko Gorzko
Lokalizacja: Russo’s on the Bay
Fryzjer: Robert Grodzki
Makijażystka: Sylvia Wojewoda Ghoting

Słodko Gorzko

Klasycznie zapraszam na prezentację… koniecznie trzeba podgłośnić ;)


Komantarze
Aneta SZACHERSKA

MAGNIFIQUE!!!!
on se croirait à HOLLYWOOD…
bravo

Twój Komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

CLOSE MENU